Cześć, Zoey. Jejku, wczoraj porzuciłaś nas tak nie spodziewanie, że nawet nie zdążyłam się z tobą pożegnać. Przykro mi, jeśli niezbyt dobrze się bawiłaś. Niestety nie dla wszystkich Córy Ciemności są odpowiednim towarzystwem. .

- Tak właśnie zrobię, Don – prychnęłam niegrzecznie.. Nawet nic próbowała zrozumieć.. Wyznawał zasadę fair play. Zaskoczona ofiara jest zbyt łatwym celem.. - Ty bezużyteczny fiucie, zaraz zrobisz pierwszą, ostatnią i jedyną rzecz jako mój. Rzuciłam strzelbę na podołek zdumionego Larry'ego. Wciąż jeszcze leżał na ziemi, mrugając powiekami. Wyjęłam browninga i strzeliłam wampirzycy prosto w obfitą pierś. Drgnęła gwałtownie, ale nie puściła Grangera. Wampirzyca spojrzała na mnie, wciąż przyciskając do siebie mężczyznę. Zasyczała na mnie. Wpakowałam jej kulkę prosto w rozdziawione usta. Pocisk wywalił jej całą potylicę.. Mojego dżipa spowiła ciemność. Mrok rozpraszał tylko słaby blask gwiazd i snopy światła z reflektorów..